Zmrok / Harvard Lampoon


            „Palące słońce wiszące nad Phoenix prażyło przez szybę auta, za którą moje nieosłonięte, blade ramiona bezwstydnie zwieszały mi się po bokach. Jechałyśmy razem z mamą na lotnisko, ale tylko ja miałam bilet na samolot i w dodatku był to bilet w jedną stronę.

            Parodia, jak to parodia, powinna śmieszyć. A śmiech to zdrowie, więc „czytajmy parodie!”. Dodatkowo, dla mnie, osoby, która zaczęła swoją przygodę z fantastyką przez „Zmierzch”, jego parodia, czyli „Zmrok”, wydawała mi się smacznym kąskiem i lekturą obowiązkową. Cóż…

            Belle Goose, nastolatka i Sherlock Holmes w spódnicy, fanka paranormalów, marzy o mężczyźnie rodem z książek, które czyta i z filmów, które ogląda. O mężczyźnie, który byłby wampirem. Pewnego dnia, w nowej szkole, spotyka Edwarta Mullena, zabójczo przystojnego chłopaka, który staje się jej głównym celem w życiu. Jaka puenta? Edwart nie jest wampirem.

            Parodia parodią, ale żarty… Cóż. Poczuciem humoru niektórych fragmentów z książki Lampoon’a nazwać się nie da. Dowcip jest tak banalny i na tyle nie śmieszny, że… No po prostu brak mi słów. Czasem miałam wrażenie, że oglądam przygłupi, angielski serial komediowy z nagranym w tle śmiechem publiczności. Jeżeli jednak ktoś lubi sceny, gdzie córka karmi ojca szpinakiem wołając „Jedzie pociąg! Ciuch, ciuch!” lub, tak jak główna bohaterka, nakręca sobie włosy na sprężyny od fotela, to nie bronię.

            Przykro mi, że recenzja wyszła tak krótka. Jednak nie dałam rady owej książki doczytać do końca. Może, gdybym była młodsza…? Kiedyś naprawdę takie żarty na niskim poziomie bardzo mi się podobały.

            Osoba, która woli ambitniejsze lektury, odrzuci „Zmrok” już po kilku pierwszych stronach. Wytrzymają ją jedynie wielcy fani Zmierzchu lub ci, którzy lubią książki a’la Barry Trotter i żarty typu „Przychodzi baba do lekarza, a lekarza tez baba”.

            „W głowie krzyżowały mi się elektryzujące myśli: czerwona materia w ustach Edwarta, jego spóźnienie na zajęcia z biologii obejmujące analizę krwi, nietoperze, wreszcie Transylwania… To wszystko nie trzymało się kupy. Zamyśliłam się głębiej. Potem zrobiłam sobie krótką przerwę na sok jabłkowy firmy Odwalla i zamyśliłam się ponownie.”

            „Nigdy nie poszłabym na kolację z kłamcą, który łże, że nie może podnieść czterdziestrolitrowego kanistra z sokiem jabłkowym. Szczerze mówiąc, uważam, że twoje nadludzkie umiejętności w ciskaniu dzbanami soku jabłkowego wielkości samochodów należą do twoich najbardziej kuszących zalet.”



Zmrok
Nightlight: Parody
Harvard Lampoon
Andrzej Leszczyński
Świat Książki
160 str
2010
Zmrok / Harvard Lampoon Zmrok / Harvard Lampoon Reviewed by Martha Oakiss on sobota, marca 03, 2012 Rating: 5