Bo cyfry nigdy się nie mylą...


NUMERY. CZAS UCIEKAĆ / RACHEL WARD



            Czytam książki, piszę książki… Znacie mnie. Czy kogoś zdziwi to, że w liceum byłam w klasie matematyczno-fizyczno-informatycznej? Taaak, matematyka rozszerzona na maturze. Nie byłabym więc sobą, gdybym nie sięgnęła po serię, która tak bardzo z matematyką mi się kojarzyła. Pani Rachel Ward, czy Numery to jakiś podręcznik z wzorami Pitagorasa?

            Rok 2009. I Jem. Nie, w sensie nie ja. To jest imię głównej bohaterki. I nie przeczę – na początku miałam z tym problemy, bo nijak nie rozumiałam zdań, w których cały czas ktoś coś jadł. W każdym razie Jem ma 15 lat. Jest sama na świecie, przez co trafia do szkoły specjalnej i rodziny zastępczej, którejś z kolei. Jedyną osobą, z którą zaczyna rozmawiać, jest Pająk, chłopak w jej wieku, z tej samej szkoły. Równie specyficzny, jak ona sama. Od małego ma dziwną zdolność, którą można by traktować jako dar lub przekleństwo. Kiedy dziewczyna spojrzy komuś w oczy, widzi numery. Ot, takie 15032015. Teoretycznie nic nie znaczy. Chyba, że postawimy w odpowiednich miejscach kropki. 15.03.2015. Data. Dla każdej osoby nieco inna. Data, która nigdy się nie zmienia. Data, która będzie ostatnią datą dla tej osoby. Data śmierci.
            Kiedy wybiera się na wycieczkę i w oczach wielu osób widzi tą samą datę czuje, że coś jest nie tak, że to raczej nie jest możliwe, że akurat dzisiaj, w tym samym miejscu, ma zginąć tyle osób. Jednak dochodzi do tragedii – zamach terrorystyczny powoduje śmierć wielu osób – bo numery nigdy się nie mylą. Razem z Pająkiem Jem ucieka, nie zdradzając mu przy tym żadnych szczegółów. Jednak ucieczka może być źle odebrana przez innych, u których budzi się instynkt łowcy. Rozpoczyna się gonitwa za ofiarą.


            Pająk to czarnoskóry chłopak (co w sumie nie jest zbyt popularne we współczesnej, młodzieżowej literaturze), wyjątkowo rozgadany, energiczny, często wdający się w bójki. Między nim a Jem… W pewnym momencie coś zaczęło ich łączyć, a Jem sama nie wiedziała, co to takiego i jak to rozumieć. Dostrzegała zbliżającą się datę jego śmierci, ale marzyła, by nie była ona prawdziwa. Chciała go ratować, zmienić przeznaczenie i sprawić, by numery w jej głowie nie miały ostatniego słowa. Cóż, to nie był zwykły romans, jakich wszędzie pełni. Ciężko mówić tu o idealnej miłości, kiedy jedna osoba wciąż powtarza, jako to ta druga jest ohydna i obleśna. Niby kto się lubi, ten się czubi… Romans specyficzny, nie między słodką Barbie, a uroczym Kenem, ale ogolona na łyso Jem, a niedbającym o higienę osobistą Pająkiem.
Magiczna książka powoduje prześwitywanie
magicznego telefonu

            Nie polubiłam głównej bohaterki. I to nie w sensie, że była mi obojętna czy nie wywarła na mnie żadnego wrażenia. Raczej chodzi o to, że strasznie mnie denerwowała. Nie mogłam znieść jej humorów i głupich tekstów. Ogólnie cała powieść od początku mnie nie porywała. Miałam wrażenie, że jest za bardzo „młodzieżowa” – że za dużo w niej przekleństw, a bohaterowie są wręcz odrażający. Z czasem to się zmieniło. Naprawdę. Zdarzyło mi się nawet kilka razy zachichotać, a były i momenty, w których gardło zaciskało mi się ze wzruszenia. I zakończenie. Nie da się go opisać. Naprawdę spodziewałam się czegoś innego, czegoś… Szczęśliwszego. Że Jem zupełnie inaczej wybrnie ze natrętnych cyferek. Że przeznaczenie rozwiąże całą sytuację w inny sposób. A kiedy wydaje się, że wszystko jest już dobrze, znowu coś musi pójść nie tak…



            To, co muszę teraz zrobić, to pochwalenie szaty graficznej książki. Oprócz dużych, widocznych na pierwszy rzut oka cyfr i zapisania tytułu w specyficzny sposób, wokół jest jeszcze wiele ukrytych numerków. Kiedy pochylimy okładkę pod odpowiednim kątem, dostrzeżemy je wszędzie, łącznie z grzbietem. Dodaje to takiego magicznego klimatu. Wielki plus dla Wydawnictwa Wilga za to, że nie spaprali okładki, co w Polsce dzieje się przerażająco często.

            Numery pozwalają nam (a wręcz zmuszają) na drobną refleksję. Czy to, co robimy, ma jakieś znaczenie? Bo być może gdzieś tam, na górze, od początku jest zapisane, kiedy nastąpi nasza śmierć? I nie ma znaczenia, co byśmy robili, nie jesteśmy w stanie zmienić tej daty? Bo jeśli tak, to po co się starać, po co fundować sobie lepsze, zdrowsze życie, skoro i tak przeznaczenie wie, jak skończymy? Ale może wcale tak nie jest? Może to wszystko ulega zmianom w czasie naszego życia? Może nic nie jest jeszcze przesądzone?



            Historia trochę jak z Morza Spokoju, albo innego new adult. Taka prawdziwa, życiowa, pokazująca nie tylko zalety, a więcej minusów współczesnego świata. Fantastyka to (tylko) ta nietypowa zdolność głównej bohaterki, która jest darem, a jednocześnie przekleństwem. Czytając, cały czas miałam poszczególne sceny przed oczami. Czuję, że wyszedł by z tego doskonały film. Serio. Jak nie ma chętnych, sama mogę zająć się reżyserowaniem.


Numery. Czas Uciekać.
Rachel Ward
Numbers
Wilga
320 stron
2009










| NUMERY. CZAS UCIEKAĆ | NUMERY. CHAOS | NUMERY.PRZYSZŁOŚĆ |
Bo cyfry nigdy się nie mylą... Bo cyfry nigdy się nie mylą... Reviewed by Martha Oakiss on środa, września 10, 2014 Rating: 5