Aaaaraaabska noooOOooOOc... "Gniew i Świt" / Renèe Ahdieh


"Gniew i świt" jest jednym z tytułów, którego wyczekiwałam w Polsce przebierając nóżkami i podśpiewując pod nosem "aaaaraaabska nooooOooOoc".


Powieść Renèe Ahdieh jest retellingiem Baśni 1001 nocy, w których to Szeherezada, wybrana na nową żonę sułtana, musi pogodzić się z jego dziwnym zwyczajem - władca zabija każdą kolejną małżonkę tuż po nocy poślubnej. By przedłużyć swoje życie dziewczyna decyduje się na opowiadanie historii i legend, które kończy dopiero kolejnej nocy, jednocześnie rozpoczynając kolejną.
W "Gniew i świt" na podobne rozwiązanie wpada Szahrzad. Jej opowieści są jednak tylko początkiem książki. Kalif ukrywa pewne tajemnice, a na ratunek młodej dziewczynie ruszą jej najbliżsi.

Pierwsze wyrażenie nie należało do najprzyjemniejszych. Coś nie odpowiadało mi w stylu pisania autorki i nie do końca zdaję sobie sprawę, na co w największym stopniu to zwalić.
■ Czy na wiele arabskich wstawek, dziwnych imion i całkiem obcych mi słów, przez które gubiłam się w akcji (nie wspominając mojego krzyku rozpaczy, gdy po przeczytaniu całej książki okazało się, że na jej końcu umieszczono słowniczek z wyjaśnieniem tych wszystkich terminów).
■ Czy na fakt, że momentami akcja wydawała się wybitnie dziurawa i początkowo nie wiadomo, co się dzieje, bo przeskakujemy z wydarzenia na wydarzenie, a autorka bardziej skupia się na dokładnym i patetycznym opisaniu strojów, pomieszczeń i potraw niż na bohaterach i akcji. Przez pierwsze 50 stron naprawdę nie wiedziałam, na czym stoję (oprócz tego, że arabskie klimaty są piękne).
■ Czy na sztuczne dialogi i irytującą bohaterkę. Na instastory wrzucałam Wam czasem cytaty, które kompletnie nie miały sensu (- mam Cię przytulić? - dziś pada deszcz). A Szahrzad czasem gubiła gdzieś rozum i aż miałam ochotę rzucić jej wizytówką do psychologa (wie, że idzie na śmierć, a jak mają ją zabić, to się zastanawia, czy i dlaczego chcą ją zabić. Nienawidzi gościa, a nagle rzuca tekstem, że go kocha, przy czym nie było na to wcześniej żadnych przesłanek).
■ Czy na to, że okropnie nienawidzę motywów w literaturze, w których jedna osoba działa według swojego planu, a druga myśli, że ją ratuje, wszystko psując. To jak burzenie wieży z Roszpunką, kiedy ta może sobie spokojnie zejść schodami.
A może na to wszystko na raz.
Może część z tych wad da się wyjaśnić tłumaczeniem, a może po prostu Renèe musiała jakoś szybko przebrnąć przez wstęp, by rozkręcić się z czymś ciekawszym. Bo potem naprawdę jest lepiej.


Mniej więcej od połowy książki zaczęłam się wciągać. Czy styl autorki się poprawił, czy się do niego przyzwyczaiłam - nie zwracałam już na to uwagi starając się skupić na treści. Wreszcie pojawiło się wiele ciekawych postaci, a wraz z nimi nowe wątki i tajemnice, przez co nie mogłam oderwać się od akcji. Z jakiegoś powodu pokochałam postać drugoplanową (Dżalal), znienawidziłam faceta, z którym powinnam shippować główną bohaterkę (Tarik), a końcówka wywarła na mnie naprawdę niesamowite wrażenie. Żałuję, że te niezwykle pozytywne emocje nie pojawiły się od pierwszych stron, ale ważne, że cała historia nie okazała się słabizną.


Bardzo trudno jest mi ocenić "Gniew i Świt". Powyżej przeczytaliście zbiór moich przemyśleń, które zmieniały się z rozdziału na rozdział. W efekcie są pozytywne, jednak pozostał pewien niesmak z początku przygody. Nie czuję bowiem, by była to wybitna historia. Jest dobra. I na tle innych powieści young adult wyróżnia ją głównie arabski klimat. Skoro autorka rozwijała się i zachwyciła mnie dopiero po pewnym czasie, to liczę na to, że drugi tom całkowicie mnie oczaruje.


Recenzja przygotowana we współpracy z wydawnictwem Filia. 
Książka do kupienia TUTAJ.

Aaaaraaabska noooOOooOOc... "Gniew i Świt" / Renèe Ahdieh Aaaaraaabska noooOOooOOc... "Gniew i Świt" / Renèe Ahdieh Reviewed by Martha Oakiss on niedziela, lutego 26, 2017 Rating: 5