Świat, w którym można się naćpać tlenem - Recenzja + VideoRecenzja



Dziś przygotowałam dla Was duble combo. Poniżej recenzja pisana, a na końcu notki możecie także obejrzeć sobie video z BookTalkiem na temat tej samej książki ;) Dajcie znać, co podobało Wam się bardziej i co wolicie :)


----


CZAS ŻNIW / SAMATHA SHANNON



         Pamiętam, że jakiś czas temu, w sumie to jeszcze do niedawna, miałam wyjątkowo złe skojarzenia z wizjami przyszłości. Wszelkie antyutopie, czy dystopie kojarzyły mi się z science-fiction, statkami kosmicznymi i ufoludkami. Całe szczęście, że dane mi było wreszcie poznać coś, co zmieniło moje myślenie na ten temat. Ale wciąż nie mogłam trafić na nic idealnego i wystarczająco wciągającego. Aż do teraz. Aż do Samathy Shannon. Aż do Czasu Żniw.

         Samatha Shannon to młoda, dwudziestodwuletnia pisarka, która za pisanie wzięła się już w wieku piętnastu lat. Czas Żniw to jej debiut, ale kompletnie na taki nie wygląda. Wystarczy przeczytać opinie osób, które tę serię porównują do Matrixa i Doctora Who i dodać, że jeszcze przed premierą zostały wykupione prawa do jej zekranizowania. Autorkę nazywa się niezwykle odważną i dojrzałą, a jeżeli w tak młodym wieku uraczyła nas czymś tak złożonym, oryginalnym i dopracowanym, to jak jej kunszt będzie się rozwijał na przestrzeni lat?

         Rok 2059. Londyn. Świat pełen wróżbiarzy, jasnowidzów, widzących, śniących… A wśród nich ślepcy, czyli ludzie niezdolni do komunikacji z Zaświatami. Świat, w którym można się naćpać tlenem.
         Paige Mahoney ma 19 lat i pracuje w kryminalnym podziemiu Sajon Londyn. Władzę nad nią sprawuje Zwierzchnik. Należy do Siedmiu Pieczęci, gangu jasnowidzów. Jest faworytą mim-lorda, Jaxona Halla, szefa gangu. To zrzeszenie to syndykat, który dopuszcza się mim-zbrodni – komunikuje się z zaświatami dla zysku. Są więc uznawani za przestępców. Paige jest jednak wyjątkowa. Potrafi coś, do czego nie każdy jasnowidz jest zdolny – jest sennym wędrowcem, radarem umysłu wchodzącym w zaświaty i jej zadaniem jest inwigilacja umysłów innych jasnowidzów. Jest cenna dla Sajonu. Ale nie tylko dla niego.

         Pewnego dnia Paige staje się morderczynią (to się odmienia?). Niechcący, bo niechcący, ale zawsze. Zostaje więc zabrana do Oksfordu, kolonii karnej, pełnej kontroli, brutalności i śmierci. Jest wśród kilku osób, które zostały przeznaczone na tegoroczny Czas Żniw – Kościozbiory, handel jasnowidzami umożliwiający utworzyć nową służbę i armię. Paige musi pokazać, że jej talent jest wart zaangażowania i przyniesie korzyści. Jej opiekunem i trenerem staje się tajemniczy Naczelnik, a jej głównym celem – przeżycie.

       



         To, co stworzyła autorka, nijak nie mieści się w głowie. Jej świat pełen dziwnych istot, wróżbiarzy, augurów, wróżących z roślin, odbić lustrzanych, kamieni, krwi, wnętrzności zwierząt czy łopatek jest czymś, czego mój mały, skromny móżdżek nie jest w stanie pojąć. Podziwiam panią Samathę za to, że stworzyła tak dokładny obraz brutalnego świata, tak wielu barwnych bohaterów i za to, że sama nie zagubiła się w historii. I cały ten majstersztyk, zwroty akcji, to, że każde wypowiedziane słowo albo rzucone spojrzenie miało jakieś znaczenie i tajemnice, ukrywane do końca, które początkowo nawet nie wydawały się być tajemnicami. Tak wiele scen, w których chciało się płakać i nie było wiadomo, co myśleć. I to zakończenie. Boże, to zakończenie.

         


         Autorka w cudowny sposób stworzyła postacie, gdzie każdy z nich ma jakiś swój odmienny charakter i sposób postępowania, kiedy możemy z góry założyć, do czego każdy z nich jest zdolny, biorąc pod uwagę jego usposobienie. Problem pojawia się w momencie, gdy każdy z nich kryje tajemnice i jednak nasze założenia spełzają na niczym.

         Paige to typowa bohaterka kick ass. Odważna, silna, walcząca ze wszystkimi przeciwnościami losu całym ciałem i sercem, ale ma też swoje chwile zwątpienia i słabe punkty. Naczelnik był takim Dymitrem z AW. Trener, ostry, niedostępny, siłacz, szef, bezlitośnie trenujący swoją uczennicę. A jednocześnie z sercem, ze „swoimi motywami” i wieloma tajemnicami. Natomiast Nick, kolejna postać z Siedmiu Pieczęci, był… Był… Osobą tak kochaną i tak przeze mnie uwielbianą, a autorka tak po prostu zakończyła moją miłość do niego

         Głównym minusem powieści jest to, że książka wyjątkowo długo się rozkręcała. Nie będę ukrywać, że kiedy zaczęłam czytać, byłam przerażona. Nie mogłam zrozumieć sensu żadnego zdania, każde z nich było przepełnione mnóstwem obcych wyrazów. Cała ta historia z rządem brytyjskim i Oksfordem wydawała mi się poplątana i nudna. Myślałam – fajnie, autorka miała super pomysł, tylko, że ja go nie ogarniam. Ale, całe szczęście, po jakiejś setnej stronie wszystko zaczęło się rozkręcać, poszczególne nazwy i imiona stopniowo zaczęły układać mi się w głowie. A po stornie dwusetnej… Cóż… Potem już nawet nie zerkałam na numerację kartek. Nie było na to czasu.

         Należy się również ogromna pochwała dla wydawnictwa i tłumaczki. U Samathy bowiem nie ma nic przypadkowego. Każde imię ma się z czymś kojarzyć, każda nazwa ma jakieś ukryte znaczenie. Często pojawiają się metafory i dwuznaczności. Wszystko to mogłoby stracić  na swojej wartości po przetłumaczeniu na język polski. Chociażby tytułowy The Bone Season, z angielskiego sezon kości, z francuskiego – dobry, obfity sezon. Jako że dla Polski przetłumaczenie tego wyrażenia jako Zbiory Kości czy Kościozbiory nie byłoby jasne, wydawnictwo stanęło na wysokości zadania i do każdego wyrazu postarało się dobrać coś również metaforycznego. Każde nawiązanie do kości zmieniono na żniwa, które również można rozumieć jako zbieranie plonów lub haracz oddany śmierci. Pojawiały się też nazwy, które, gdyby przetłumaczone dosłownie, brzmiałyby komicznie. Czasem więc warto pogrzebać w tekście, żeby zapanował odpowiedni klimat.




         Seria była i zapewne będzie porównywana do Igrzysk Śmierci czy Niezgodnej. Ale nie oszukujmy się – teraz każda antyutopia czy dystopia jest do nich porównywana, nawet jeżeli różni się tematycznie. Polecam fanom takich historii, brutalnych, bez widocznego i wysuwającego się na pierwszy plan romansu. I od razu mówię, że na tej lekturze naprawdę warto się skupić, przyswoić wszelkie informacje, poznać charakter postaci po to, by autorka mogła nas na koniec zaskoczyć i wywrócić wszystko do góry nogami i abyśmy po zakończeniu czytania poszukiwali kolejnych zapisanych stron z podkówką na ustach.



Czas Żniw
Samatha Shannon
The Bone Season
Tom I
Regina Kołek
Wydawnictwo SQN
520 stron
2013



----

A teraz zapraszam Was na video-recenzję Czasu Żniw – taki bonus J

Po kliknięciu w poniższy obrazek lub link TUTAJ przeniesiecie się na YT, bo zobaczyć, jakie emocje mną targały tuż po zakończeniu lektury.



Preferujcie recenzje pisane, czy video-recenzje? Co bardziej podoba Wam się w moim wykonaniu?


Świat, w którym można się naćpać tlenem - Recenzja + VideoRecenzja Świat, w którym można się naćpać tlenem - Recenzja + VideoRecenzja Reviewed by Martha Oakiss on czwartek, września 04, 2014 Rating: 5